||

Granice, których nie widać

Są takie momenty w pisaniu, kiedy scena przestaje być tylko fragmentem historii. Staje się pytaniem.

Pisząc tę partię „Kosmosu”, na moment zatrzymałam się przy jednym wątku — przy chwili, w której człowiek wycofuje się, choć nic jednoznacznego jeszcze się nie wydarzyło. Przy tym napięciu między intuicją a racjonalnym tłumaczeniem rzeczywistości. Czasem nie dzieje się nic spektakularnego, nie padają wielkie słowa. Jest tylko delikatne napięcie, które trudno nazwać.

Tworząc tę scenę, zatrzymałam się przy tej chwili — kiedy człowiek próbuje zrozumieć własną reakcję.
Czy to strach?
Czy doświadczenie?
Czy może intuicja, której nie potrafimy jeszcze ubrać w słowa?

Poniżej fragment z drugiego rozdziału drugiego tomu „Kosmosu”.

Jak cienka bywa granica między zwykłą, stabilną znajomością a relacją, która nagle przybiera niebezpieczny obrót? Jakie są tego pierwsze symptomy? Czy słusznie uciszamy sygnały od swojej podświadomości, przekonując siebie, że nam się coś tylko wydaje i przesadzamy? Czy po wycofaniu się powinniśmy zarzucać sobie wariactwo i przewrażliwienie? A może raczej powinniśmy zaufać swojemu przeczuciu, uszanować bariery nadawane impulsom i wrażeniom, i zagwarantować im większy priorytet niż ten oferowany innym?

Z sytuacji z Kosmą dosłownie się usunęłam, ale co teraz? Uciekłam jak ranna zwierzyna przed czymś, co mnie momentalnie przeraziło… nieco obsesyjne, zaborcze zachowanie, które krzyczy: „coś tu nie gra”.

Jak cienka bywa granica między zwykłą, stabilną znajomością a relacją, która nagle zaczyna budzić niepokój? Jakie są tego pierwsze symptomy? Czy powinniśmy uciszać sygnały, które podsuwa nam podświadomość, przekonując siebie, że przesadzamy? Czy raczej powinniśmy zaufać temu pierwszemu impulsowi — temu cichszemu głosowi, który mówi: zatrzymaj się.

Czasem wystarczy jedno zdarzenie, jedno spojrzenie, jedno zachowanie, które nagle sprawia, że człowiek zaczyna się wycofywać. Nie zawsze dlatego, że ktoś zrobił coś złego. Czasem dlatego, że w naszej pamięci istnieją już miejsca, których nie chcemy odwiedzać ponownie.

Bo przeszłość nie znika.

Czasami tylko milczy przez długi czas, czekając na moment, w którym coś ją obudzi.

I wtedy pojawia się pytanie, którego nikt nie zadaje głośno: czy to rzeczywistość nas ostrzega, czy tylko echo dawnych ran?

Ta scena była dla mnie szczególnie ważna, bo dotyka momentu, w którym człowiek zaczyna wybierać między otwarciem się a ochroną siebie.
I nie zawsze wie, czy jego decyzja jest odwagą… czy ucieczką.

Pisząc tę scenę, myślałam o tym, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na nasze wybory. Jak często próbujemy ją uciszyć, tłumacząc sobie, że coś już minęło i może nawet nie było takie straszne. Pamięć przeżytych dramatów wraca — nie jako wspomnienie, ale jako instynkt.

I czasem ten instynkt mówi nam coś, czego jeszcze nie potrafimy zrozumieć. Ale mimo to… słuchamy go jak dobrego przyjaciela.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *